sobota, 11 czerwca 2016

Tunel na Dzień Dziecka

Dałam się złamać przytłoczona mnogością rozsady pomidorów, które naprodukowałam w tym roku - za nic nie zmieściłyby mi się wszystkie sadzonki na istniejących wałach! A przecież nie tylko pomidory zaplanowałam. Koleżanka podrzuciła pomysł, sąsiad wspomniał o przecenach (sam kupił tunel ciut większy), dostawa była w cenie... bo oczywiście przez internet zamawiałam, no i tunelik jest :) Rozstawienie zajęło nam około godzinki, zabawy było sporo bo akurat mały byczek się pasł obok i bardzo był ciekawy co my też robimy ciekawego.
To kolejne miejsce, które nagle miało stać się uprawne na naszej odwiecznej łące - nikt nigdy nie używał jej do niczego innego, łąka była łąką, więc nie da się tu ziemi po prostu przekopać pod zagon czy grządkę bez poważnego sprzętu. I czasu. I znów, jak w przypadku opisanego wcześniej wału wybraliśmy drogę na skróty: wprost na trawę poszły kartony, potem obornik, siano, kompost i świeży pokos trawy jako ściółka. Taka gruba warstwa przytłoczy rośliny łąkowe i ograniczy ich wzrost, po zimie spokojnie przekopiemy to miejsce. Obornik i kompost służą za pożywienie dla żarłocznych pomidorów i arbuzów, siano jest warstwą stabilizującą.

 Najpierw wybraliśmy najbardziej płaskie i najmniej nachylony fragment łaki i wykosiliśmy trawę.


W gotowym tunelu rozłożyliśmy kartony (bez nadruków, z usuniętymi taśmami klejącymi)
w miejscu planowanych grządek. Zostały podlane fest, do namoknięcia.


Na namoczone kartony ułożyliśmy dość grubą (10-15cm) warstwę przekompostowanego obornika.


Na obornik poszła warstwa dwuletniego suchego siana, niekompostowanego, bo akurat takiego mieliśmy nadmiar (przekompostowane całe poszło w wał). I podlana mocno.


W sianie zrobiłam małe dołki, w każdy nałożyłam naszego kompostu, a weń sadzonkę pomidora. Odmiany Maskotka i Maliniak.


Na koniec całość zaściółkowałam cienko świeżym pokosem trawy i mocno podlałam. Dwa dni później do pomidorów dołączyły 4 sadzonki arbuza, wysiane z pestek przez Młodego :)


Pomidory wsadzane były w Dzień Dziecka i bardzo ładnie się przyjęły. . Tydzień później podlałam je gnojówką z pokrzywy, już widać, że im tam dobrze się rośnie. Arbuzy też się przyjęły i właśnie wypuszczają po drugim liściu właściwym.

Tunel zamawiałam zielony ze względu na cenę - białe były droższe, ale bardzo dobrze wyszło, bo dzięki temu prawie go nie widać z domu , niknie w drzewach :)

piątek, 10 czerwca 2016

Historia pewnego wału

Zaczęło się od tego, że Młody zmienia od września przedszkole. Na dalsze, mniejsze i nauczające w metodzie Montessori. A tam dzieciaki duuuużo czasu przebywają na świeżym powietrzu i jak się panie dowiedziały, że mamy ogród, ciut nietypowy, to wyraziły wielką chęć odwiedzin. I może jakiegoś warsztatu dla dzieciaków, żeby coś mogły praktycznego w ogrodzie zrobić. Fasolki! Pomyślałam. Bo łatwo posiać i zabawa jest. No i tylko się okazało, że na istniejących już wałach na dodatkowe fasolki miejsca już nie mam - wszystko zaplanowane co do nasionka ;) Zatem powiększyliśmy ogród z wielką pomocą Sąsiada i jego quada oraz dzięki zapałowi i pracy rąk znajomych. I naszego Młodego. Najpierw miał być po prostu zagon, no ale z naszym permakulturowym odchyleniem wyszedł modelowy wał :)
Poniżej historia w obrazkach. Więcej zdjęć z warsztatu można obejrzeć na stronie przedszkola (pierwsze 7 zdjęć to u nas).

Wyrywanie trawy na odwiecznej łące. Hakami czyli kultywatorem. Konia się nie opłacało na taki skrawek wynajmować :)

Ręczne wyrywanie pozostałych korzeni.

Coś tam jeszcze zostało do wyrwania...

Kopanie rowu wewnętrznego.

Grabienie.

Pogłębianie rowu wewnetrznego.

Wypełnianie rowu drenażem.
Grube gałęzie tujowe podarował sąsiad, który akurat likwidował swój żywopłot. Powinno to być drewno stare, najlepiej butwiejące, ale takiego nie mieliśmy.

Ugniatanie warstwy przekompostowanego zeszłorocznego siana z naszej łąki.
Lepsza byłaby słoma, lecz znów: nie mamy, więc używamy tego czego mamy pod dostatkiem.

Rozłożona na sianie kolejna warstwa: dobrze przekompostowanego obornika.

Wał gotowy, przysypany świeżą ziemią z rowu powstałego po prawej stronie.
Będzie zatrzymywał wodę spływającą z góry.

Dzieciaczki przedszkolne na naszym pierwszym warsztacie ogrodniczym , sadzą fasolkę szparagową:) 

Fasolka po dwóch tygodniach ślicznie wzeszła.

Wał po kilku dniach uzupełniłam trzema różnymi odmianami dyń: Bambino, Hokkaido i piżmowa . Wzdłuż siatki posiałam fasolę tyczną Blauhilde - ma piękne fioletowe strąki i będzie miala na co się piąć, a rośnie wysoka!


środa, 11 maja 2016

Pokrzywówka ;)

Tak się u nas żartobliwie nazywa gnojówkę z pokrzywy :D Właśnie w maju najlepiej jest ją przygotować, zanim rośliny zaczną kwitnąć. Teraz można je wykorzystać do wielu rzeczy: do sałatek, do twarogu, do soków/syropów, do suszenia na herbatkę i do stworzenia własnego nawozu. Taka gnojówka jest fantastyczna dla wszystkich w zasadzie roślin ogrodowych, u mnie sprawdziła się szczególnie dla róż, pomidorów i ogorków i raz zrobiona w odpowiedniej ilości wystarcza na cały sezon (w zeszłym roku miałam 10litrów, w tym będzie 20litrów bo i roślin przybyło).

Wykonanie jest proste:
- zlokalizować pokrzywy - my mamy piękną kępę w miejscu dawnego składowania obornika, pod obórką;
- ściąć całe pokrzywy i wypełnić nimi pożądany pojemnik lekko upychając (można pociąć na mniejsze kawałki);
- zalać wodą, najlepiej deszczówką;
- i BARDZO WAŻNE: szczelnie przykryć, bo gotową po około 2 tygodniach pokrzywówkę charakteryzuje niezły smród, no ale to w końcu nawóz naturalny to ma prawo :)




Używać należy ZAWSZE  w rozcieńczeniu około 1 chochelki/kubka na konewkę wody (ja mam 8 litrową) raz w tygodniu (pomidory, ogórki), albo rzadziej w miarę potrzeby.


poniedziałek, 9 maja 2016

Słodko żółciutko


Koleżanka z Ameryki udostępniła ostatnio na fejsbuku link do przepisu na kruche ciasteczka z płatkami mlecza (znaczy mniszka lekarskiego, ale kto go tak nazywa na codzień). Nie mogłam nie spróbować! Specjalnie w tak zwanym sadziku zostawiliśmy pas niekoszonej trawy - łączkę taką - żeby mieć własne mlecze, rzeżuchę łąkową (używaną do surówek) czy krwawnik. Młody pomagał mi ścinając z wielkim zapałem łebki kwiatów. I już po ich upieczeniu mam kilka konstruktywnych uwag:
- nie używać broń Boże ciemnej mąki, a zwykła białą, bo inaczej nie widać po upieczeniu płatków (a cały pic, żeby było widać, że tam siedzą płatki kwiatów)
- nie dawać ciemnego cukru (patrz powyżej), biała śmierć daje lepszy efekt
- stanowczo za dużo w przepisie dosładzaczy: albo podaną ilość cukru ALBO miodu bo wychodzi ulepek.

A poza tym to są PRZEPYSZNE :D



Kącik dla Młodego

W naszym ogrodzie oprócz wałów warzywnych, grządek zielnika i niedużego sadu jest i miejsce do nicnierobienia wśród brzóz, gdzie wisi hamak oraz miejsce dla Młodego. Najpierw były to dwie małe grządki poziomek, ale w zeszłym roku poziomki wyschły, bo miejsce okazało się zbyt słoneczne a ziemia zbyt zwięzła. Zamontowaliśmy tam więc wymarzoną piaskownicę. Jednak w lipcowe upały była tam kompletnia patelnia, nie dało się wysiedzieć, musieliśmy zamontować tymczasową osłonę-ekran-tipi. Jakoś nam jednak nie pasowało do stylu ogrodu. a ja szperając po Pintereście natrafiłam na zdjęcia konstrukcji z wierzbowych gałęzi - płotków, parawanów i "namiotów" dla dzieciaków. Kilka dni temu wszyscy razem stworzyliśmy taki namiot-kryjówkę, która mam nadzieję sprawdzi się jako zacienienie piaskownicy latem. Na wierzbową konstrukcję niedlugo będzie się wspinać groszek pachnący i fasola wielkokwiatowa - rozsada już kiełkuje w domu :)
 Wbite gałęzie i Inżynierowie budowy
 Wiązanie gałęzi
Gotowa konstrukcja i testowanie gruntu :)

Okazało się, że dno piaskownicy jest ciekawsze bez piasku :D Stary piasek zasikany niestety przez koty (mimo okrycia folią, bo jakoś pod nią właziły) został wywalony za stodołę, a folia okrywająca dno zdjęta. Nowy piasek już czeka, ale Młody Użytkownik nie chce go na razie, bo podoba mu się wbijanie patyczków w gliniane klepisko :)

poniedziałek, 2 maja 2016

Nowy zagon

Tyle zaplanowałam w tym roku do posadzenia, że się nagle okazało, że brakuje mi miejsca w ogrodzie na wałach :D Na dodatek zaprosiłam dzieciaki z zaprzyjaźnionego przedszkola na warsztacik z siania fasolki... więc dodatkowe miejsce jest niezbędne. Dzięki pomocy wielu przyjaciół zagon już jest zaznaczony, przekopany i zagrabiony. Jutro, mam nadzieję (jeśli pogoda dopisze), zamieni się w porządny permakulturowy wał. Drewno, siano i przekompostowany obornik czekają, my wypoczęci i gotowi do pracy :)


piątek, 8 kwietnia 2016

Ogród ozdobny


We frontowej części ogrodu, zwanej również dumnie ogrodem ozdobnym, właśnie zaczynają zakwitać tulipany. Pierwsze pokazały się botaniczne :) Są też już sasanki, puszkinie i hiacynty, powolutku wyłażą też pąki szafirków i żonkili. Ku mojej wielkiej radości posadzony wzdłuż ogrodzenia w zeszłym roku grujecznik japoński nie wymarzł i już delikatnie się czerwieni młodymi listeczkami. Niby jest to roślina w pełni mrozoodporna, ale sadzonki małe były i nie byłam pewna ich siły i determinacji ;) Już się cieszę na dość oryginalny żywopłot.



Tulipan botaniczny van Tubergen's

Tulipan Kaufmanna niski Heart's Deight

Sasanki z puszkinią z tyłu.

Widok z okna na ogród ozdobny.

 Ogród ozdobny, jesienią wsadziłam ponad setkę różnych tulipanów.

 Hiacynty, w tle puszkinie i krzaki pigwowca.

 Moja duma i marzenie - grujecznik japoński :)