Pokazywanie postów oznaczonych etykietą truskawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą truskawka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 sierpnia 2016

Lipcowe prace

Skończył się lipiec, a że było gorąco w sensie temperatury i zajętości czasowej (nie tylko w ogrodzie), to jakoś nie było kiedy tu zajrzeć. Króciutko zatem co się u nas działo :)

Był groch, nie ma grochu! Mieliśmy w tym roku trzy odmiany: Sześciotygodniowy, Telefon i Iłówiecki i z całą stanowczością stwierdzam, że ten pierwszy jest najlepszy, a tych dwóch pozostałych widzieć już u siebie nie chcę. Sześciotygodniowy kiełkuje równomiernie, w zasadzie wszystkie nasiona, pięknie plonuje i ma pyszne nasiona, które zjadane były na bieżąco prosto ze strąka. Telefon musiałam dosiewać dwukrotnie, tak marnie wschodził, do tego plonowanie marne, dłuuugo trzeba było czekać na kwiaty, na dodatek prawie każdy strąk był robaczywy. Iłówiecki wzeszedł ostatni (siane były wszystkie tego samego dnia), i o ile kwitł jak wariat to strąki miał bardzo małe, ciężko się otwierały i bardzo szybko żółkły. Wszystkie grochy po uprzątnięciu zostawiły bardzo ładne zagony i wsiana w nie została po raz ostatni (27 lipca) fasolka szparagowa żółta Elektra.

Poniżej sprzątanie zagonów - odwiązywanie łętów, wyjmowanie tyczek i zwijanie sznurka (Młody) oraz wał przed i po (widoczna w końcu wsiana w maju kukurydza).








Uprzątnięty został też bób. Nie wyrywałam go, ale ścinałam tuż nad ziemią, żeby korzenie zostały w ziemi. Bardzo dobrze ją spulchniają i są świetnym nawozem zielonym. Łęty posłużyły jako ściółka pod cukinie. W tym roku nie było wielkiego zbioru, bo mnóstwo kwiatów i małych zawiązków strącił grad, ale i tak radocha z łuskania była :)




Kolejną pracą było przycinanie truskawek. Przeczytałam gdzieś, że jak tylko skończą owocowanie dobrze jest im uciąć liście, bo dzięki temu zawiążą więcej kwiatów na przyszły rok. Przekonam się za rok, a na razie i tak stwierdziłam, że jest to dobry pomysł, bo o wiele łatwiej jest usunąć wszystkie rozłogi jak nie trzeba ich szukać pod liśćmi. Przy okazji uzupełniłam ściółkę na wale grubą warstwą suchego siana.


Ostatnią pracą było zamontowanie kolejnych tyczek na fasolę. Na tak zwanym wale ogórkowym mam w tym roku w poziomie ogórki i nagietki, a w pionie trzy odmiany fasoli: wielokwiatową, Jasia i z czarnym oczkiem (albo czarnym orzełkiem) i już potrzebowały wsparcia :)



wtorek, 28 czerwca 2016

Ogród w czerwcu


Ostatnio znajomi i rodzina dopytują się jak wygląda ogród TERAZ. Czy kwiaty urosły? Czy ta łąka przed domem wygląda może mniej jak dziki Beskid, a bardziej jak - planowany przeze mnie w myślach - angielski cottage garden? A warzywa? Czy coś w ogóle urosło? Zamiast odpowiedzi załączam zdjęcia, bo same mówią za siebie :)


To tak zwany "potagerie" - malutki ogródek przydomowy, kuchenny taki. W naszym przypadku to po prostu fragment najbliżej furtki, z podręcznymi warzywami i ziołami. Jest w nim sałata (nie zeżarły jej ślimory!), kapusta (posadzona wśród oregano, tymianku, cząbru i kopru, które bronią jej przed bielinkami; ponoć zapach ziół je myli), poziomki Młodego, czosnek, mięta, róże historyczne o najmocniejszych aromatach wśród róż. Jest też w tym roku fasola tyczna i wielkokwiatowa, posadzone przy tyczkach ustawionych tak, że z czasem moja ulubiona ławeczka nie będzie widoczna z ulicy :)

Szczypiorek, jałowiec, mięta meksykańska (wyhodowana z nasion w zeszłym roku), złote oregano, dwie róże historyczne, w oddali z prawej czosnek i krwawnik.


Poniżej ogródka kuchennego jest tzw sadzik z baaaardzo starą brzoskwinią co daje baaardzo twarde i niejadalne owoce. Podsadziłam ją Mirabelką z Nancy, więc prawdopodobnie jesienią zostanie usunięta, żeby nowa mogła swobodnie się rozrastać. Są też, wszystkie posadzone w zeszłym roku, porzeczki czerwone, białe i czarne, agresty białe i czerwony, maliny czerwone i żółte, borówki amerykańskie i jagody kamczackie. Każdy krzaczek w tym roku ma po kilka owocków :)




Największą część ogrodu zajmuje właściwy warzywnik. Tu staram się wprowadzać uprawę współrzędną, eksperymentuję permakulturowo na wałach, a wszyscy razem czasem odpoczywamy, a często podżeramy na miejscu to co wyrośnie :) 



Wał "zupny" ;) - współrzędnie rosną od lewej ogórecznik (ten akurat nie do zupy a do sałatek i dla spulchnienia gleby na przyszły rok), rząd porów, potem salsefia ze skorzonerą, marchew wczesna, cebula, a na skraju dwie odmiany pietruszki naciowej i nagietek. Posiałam też czarnuszkę na jednym z końców, bo bardzo lubię jej kwiaty, ale mizernie wzeszła.
Tu najbardziej "jadalne" wały: z lewej groch (ten wielki to Sześciotygodniowy, niższy Telefon, choć według opisów odmian powinno być wzrostowo odwrotnie) wraz z kapustą i koprem na skraju, a wewnątrz kryje się przed chłodnymi powiewami naszych górskich wiatrów kukurydza cukrowa. Po prawej to wał z truskawką, w środku marchew siana jeszcze zimą, a po jej obu stronach wsiana jest fasolka szparagowa, tylko keszcze niska jest i nie widać na zdjęciu.
Wzdłuż płotu od południowej strony jest długi zagon (nie mieliśmy czasu jeszcze przekształcić go w wał). Na nim w rzędach rosną: od strony siatki fasola tyczna - stara odmiana "z orzełkiem",  potem topinambur, ziemniaki i bób. Z tego ostatniego chyba nie będzie wiele strąków, bo mnóstwo zawiązków postrącał grad dwa tygodnie temu :( Ale przynajmniej jego korzenie spulchnią glebę (bardzo fajnie głęboko) i posłużą jako nawóz zielony, a łęty za ściółkę.

To wał już poza ogrodzeniem, ten najnowszy, a na nim najbardziej widoczne liście dyni olbrzymiej odmiany Bambino. W sumie mam tam ze cztery odmiany dyni i dwie fasoli szparagowej. Na płot wspina się fioletowa fasola tyczna Blauhilde.




A tutaj już ozdobnie - kącik róż angielskich od podwórka. O nich napiszę więcej innym razem.



 Ogród frontowy, typowo ozdobny, i jako jedyny dokładnie przeze mnie pielony, na razie marnie wychodzi na zdjęciach. W zeszłym roku był jeszcze dziką zarośniętą pokrzywami i perzem przestrzenią, więc wszystko co było sadzone w zeszłym i w tym roku miało mało czasu by się rozrosnąć. Z wyjątkiem jednej róży... Dostałam ją omyłkowo - w miejsce krzaczastej historycznej Variegata di Bologna przysłano Veilchenblau, różę pnącą o niezwykłej sile wzrostu, o czym przekonałam się w tym roku. Na jesieni będzie trzeba ją przesadzić gdzieś gdzie będzie miała możliwość się piąć i pokazać w pełni swoje piękno.

Veilchenblau

Róża Veilchenblau, przed nią białe ostróżki mające około metra!

Widok na ogód frontowy z okna



Azaliowy kącik, już przekwitły, więc jest zielono, ale niedługo liliowce wniosą  trochę koloru.




Ogród w czerwcu


Ostatnio znajomi i rodzina dopytują się jak wygląda ogród TERAZ. Czy kwiaty urosły? Czy ta łąka przed domem wygląda może mniej jak dziki Beskid, a bardziej jak - planowany przeze mnie w myślach - angielski cottage garden? A warzywa? Czy coś w ogóle urosło? Zamiast odpowiedzi załączam zdjęcia, bo same mówią za siebie :)


To tak zwany "potagerie" - malutki ogródek przydomowy, kuchenny taki. W naszym przypadku to po prostu fragment najbliżej furtki, z podręcznymi warzywami i ziołami. Jest w nim sałata (nie zeżarły jej ślimory!), kapusta (posadzona wśród oregano, tymianku, cząbru i kopru, które bronią jej przed bielinkami; ponoć zapach ziół je myli), poziomki Młodego, czosnek, mięta, róże historyczne o najmocniejszych aromatach wśród róż. Jest też w tym roku fasola tyczna i wielkokwiatowa, posadzone przy tyczkach ustawionych tak, że z czasem moja ulubiona ławeczka nie będzie widoczna z ulicy :)

Szczypiorek, jałowiec, mięta meksykańska (wyhodowana z nasion w zeszłym roku), złote oregano, dwie róże historyczne, w oddali z prawej czosnek i krwawnik.


Poniżej ogródka kuchennego jest tzw sadzik z baaaardzo starą brzoskwinią co daje baaardzo twarde i niejadalne owoce. Podsadziłam ją Mirabelką z Nancy, więc prawdopodobnie jesienią zostanie usunięta, żeby nowa mogła swobodnie się rozrastać. Są też, wszystkie posadzone w zeszłym roku, porzeczki czerwone, białe i czarne, agresty białe i czerwony, maliny czerwone i żółte, borówki amerykańskie i jagody kamczackie. Każdy krzaczek w tym roku ma po kilka owocków :)




Największą część ogrodu zajmuje właściwy warzywnik. Tu staram się wprowadzać uprawę współrzędną, eksperymentuję permakulturowo na wałach, a wszyscy razem czasem odpoczywamy, a często podżeramy na miejscu to co wyrośnie :) 



Wał "zupny" ;) - współrzędnie rosną od lewej ogórecznik (ten akurat nie do zupy a do sałatek i dla spulchnienia gleby na przyszły rok), rząd porów, potem salsefia ze skorzonerą, marchew wczesna, cebula, a na skraju dwie odmiany pietruszki naciowej i nagietek. Posiałam też czarnuszkę na jednym z końców, bo bardzo lubię jej kwiaty, ale mizernie wzeszła.
Tu najbardziej "jadalne" wały: z lewej groch (ten wielki to Sześciotygodniowy, niższy Telefon, choć według opisów odmian powinno być wzrostowo odwrotnie) wraz z kapustą i koprem na skraju, a wewnątrz kryje się przed chłodnymi powiewami naszych górskich wiatrów kukurydza cukrowa. Po prawej to wał z truskawką, w środku marchew siana jeszcze zimą, a po jej obu stronach wsiana jest fasolka szparagowa, tylko keszcze niska jest i nie widać na zdjęciu.
Wzdłuż płotu od południowej strony jest długi zagon (nie mieliśmy czasu jeszcze przekształcić go w wał). Na nim w rzędach rosną: od strony siatki fasola tyczna - stara odmiana "z orzełkiem",  potem topinambur, ziemniaki i bób. Z tego ostatniego chyba nie będzie wiele strąków, bo mnóstwo zawiązków postrącał grad dwa tygodnie temu :( Ale przynajmniej jego korzenie spulchnią glebę (bardzo fajnie głęboko) i posłużą jako nawóz zielony, a łęty za ściółkę.

To wał już poza ogrodzeniem, ten najnowszy, a na nim najbardziej widoczne liście dyni olbrzymiej odmiany Bambino. W sumie mam tam ze cztery odmiany dyni i dwie fasoli szparagowej. Na płot wspina się fioletowa fasola tyczna Blauhilde.




A tutaj już ozdobnie - kącik róż angielskich od podwórka. O nich napiszę więcej innym razem.



 Ogród frontowy, typowo ozdobny, i jako jedyny dokładnie przeze mnie pielony, na razie marnie wychodzi na zdjęciach. W zeszłym roku był jeszcze dziką zarośniętą pokrzywami i perzem przestrzenią, więc wszystko co było sadzone w zeszłym i w tym roku miało mało czasu by się rozrosnąć. Z wyjątkiem jednej róży... Dostałam ją omyłkowo - w miejsce krzaczastej historycznej Variegata di Bologna przysłano Veilchenblau, różę pnącą o niezwykłej sile wzrostu, o czym przekonałam się w tym roku. Na jesieni będzie trzeba ją przesadzić gdzieś gdzie będzie miała możliwość się piąć i pokazać w pełni swoje piękno.

Veilchenblau

Róża Veilchenblau, przed nią białe ostróżki mające około metra!

Widok na ogód frontowy z okna